Stan wojenny we Wrocławiu. Źródło: Archiwum Gazety Wrocławskiej.

Stan wojenny był mrocznym czasem w naszej historii. Gdy poruszamy ten okres, najczęściej przywołuje się wydarzenia, które miały miejsce w dużych miastach, znacznie mniej natomiast mówi się o tym, jak wyglądały realia życia w tamtym czasie na prowincji. W tym wpisie na podstawie informacji uzyskanych od mojego taty postaram się przedstawić, jak wyglądało życie w stanie wojennym w małym mieście.

W chwili wprowadzenia stanu wojennego mój tata miał 27 lat. O tym zaskakującym wydarzeniu dowiedział się, tak jak większość Polaków, z telewizji. Rankiem przypadkiem włączył telewizor o porze, o której zawsze leciał Teleranek. Mój tata ze względu na wiek Teleranka nie oglądał, ale jakoś przypadkiem włączył telewizor akurat o takiej porze. Ku jego zaskoczeniu na ekranie telewizora zamiast Teleranka ukazał się generał Wojciech Jaruzelski, który w przemówieniu ogłosił decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego. Tata z niedowierzaniem zareagował na tę szokującą wiadomość, choć jak stwierdził, już od dłuższego czasu było czuć atmosferę narastającego zagrożenia. Wśród ludzi mówiło się, że Związek Radziecki może wkroczyć do Polski, by zdusić rewolucję „Solidarności”.

Ludzie, którzy tamtego ranka nie włączyli telewizora czy radia, o wprowadzeniu stanu wojennego dowiedzieli się od innych ludzi w drodze do kościoła, gdyż tamtego pamiętnego dnia przypadała niedziela.

W mieście w którym mieszka tata znajdowała się jednostka pancerna. Ludzi mieszkających w pobliżu niej obudziły w nocy odgłosy wyjeżdżających z koszar czołgów. Tata był jedną z osób mieszkających właśnie w rejonie koszar, z tego powodu był przyzwyczajony do odgłosu czołgów, które często brały udział w odbywających się na poligonie nocnych manewrach, jednakże tym razem stało się coś zdumiewającego, gdyż czołgi nie ruszyły jak zwykle na poligon, lecz ku centrum miasta. Okazało się, że czołgi dotarły na dworzec kolejowy, z którego zostały przetransportowane koleją do dużych miast – Wrocławia i Opola, gdzie skierowano je do obstawiania strategicznych obiektów. W mieście mojego taty owe czołgi nie były potrzebne, gdyż było ono niewielkie, a zatem i jego znaczenie strategiczne było nikłe.

Gdy czołgi wyjechały na ulice, pamiętający II wojnę światową starsi ludzie byli oszołomieni, nie wiedzieli co się dzieje. Byli przekonani, że jakiś zewnętrzny wróg zaatakował nasz kraj, lecz wkrótce okazało się, że to polski rząd wszczął wojnę z własnym narodem.

Mimo upływu 40 lat dzień wprowadzenia stanu wojennego tata pamięta tak dobrze, jakby to było rok temu. Tego się nie zapomina – powiedział.

Po wprowadzeniu stanu wojennego zmieniło się wszystko.

Zostały wyłączone telefony. Ludzie chcieli zadzwonić do swych rodzin, znajomych, by poinformować ich o wprowadzeniu stanu wojennego, ale ku ich zdumieniu i przerażeniu telefony nie działały. Ogłoszono godzinę milicyjną. Od godziny 22 do 6 rano nie wolno było wychodzić z domu, ulice były patrolowane przez wojsko.

Ograniczenia były wszechobecne i bardzo uciążliwe. Nie było żadnych imprez, w telewizji nadawano jedynie propagandowe wiadomości i filmy, odwołano wszystkie programy rozrywkowe. Zmiana była widoczna na każdym kroku, np. prowadzący telewizyjne wiadomości 13 grudnia pojawił się w wojskowym mundurze.

Nie wolno było przemieszczać się poza teren zamieszkania, nie kursowały pociągi dalekobieżne. W sklepach były pustki. Ludzie koczowali przed sklepami i czekali, aż cokolwiek się w nich pojawi.

W pracy

Tata pracował w zakładzie produkującym wózki dla dzieci. Mimo, że zakład był niewielki, zatrudniał tylko 200 osób, pracownicy, w tym mój tata, musieli pełnić obowiązkowe warty przed zakładem.

Wiele wprowadzonych ograniczeń współcześnie wydaje się śmiesznymi i nierealnymi, np. maszyny do powielania dokumentacji technicznej były pieczętowane, zapieczętowany klucz znajdował się u dyrektora zakładu. Codziennie przed skorzystaniem z zaplombowanej maszyny każdy pracownik musiał złożyć swój podpis. W podobny sposób zabezpieczone były maszyny do pisania, które były zamykane na kłódki.

Handel kartkami

W okresie stanu wojennego obowiązywały kartki na liczne artykuły. Kwitł proceder wymiennego handlu kartkowymi przydziałami. Wyglądało to tak, że osoba, która nie potrzebowała danego rodzaju towaru (choć odgórnie miała na niego przydział), wymieniała ten towar na taki, którego sama potrzebowała. I tak np. mój tata, jako osoba niepaląca, handlował papierosami. Handlował tak intensywnie, że z upływem czasu zaczął obawiać się, że w swoim mieście może być zagrożony zatrzymaniem przez milicję, gdyż był w nim już dobrze znany jako nielegalny handlarz.

Postanowił zmienić otoczenie i pewnego dnia wybrał się z towarem do pobliskiej wsi. Tam zaoferował papierosy napotkanej przed hotelem grupie palaczy. Jeden z nich bezceremonialnie wyszarpnął z ręki taty cały towar i zagroził, że jeśli tata będzie się stawiał, to zadzwoni na milicję i to tata będzie miał problemy. Tata, zrezygnowany i wewnętrznie wzburzony wycofał się i już nigdy więcej nie handlował.

Koniec stanu wojennego

Restrykcje były wycofywane stopniowo.

O ostatecznym odwołaniu stanu wojennego tata dowiedział z radia na polu namiotowym, gdy był na wakacyjnym campingu nad morzem, było to 22 lipca w dzień komunistycznego święta. Ludzie cieszyli się, że nareszcie nastał koniec tego trudnego czasu, jednakże dręczyła ich niepewność o to co przyniesie przyszłość.

Ocena stanu wojennego

W sondażu CBOS z 2016 r. zapytano Polaków o ich ocenę decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego.

41 % uznało, że wprowadzenie stanu wojennego było słuszną decyzją.

35% stwierdziło, że była to zła decyzja.

24 % nie zajęło stanowiska.

Z kolei mój tata ową decyzję ocenia zdecydowanie negatywnie.

Lata stanu wojennego były czasem straconym dla Polski. Mogłoby być inaczej, gdyby władza komunistyczna zamiast zbrojnej rozprawy zdecydowała się na dialog z opozycją.

Na taką a nie inną ocenę wpłynęło zapewne to, że tata od dzieciństwa znał prawdę o komunizmie, interesował się polityką. Za przykładem swojego ojca od małego dziecka słuchał audycji radia Wolna Europa, z racji czego wiedział o Katyniu i innych komunistycznych zbrodniach, znał prawdziwe oblicze Zachodu. Zdawał sobie sprawę, że Rosjanie nie wkroczyliby do Polski, gdyż byli w tamtym okresie zaangażowani w krwawą wojnę w Afganistanie i mogli jedynie grozić polskim komunistom, by ich rękami zdławić polską opozycję.

Wiedział, że oficjalna propaganda jest jedną wielką mistyfikacją

Adrian Trojan

Obserwuj nas w mediach społecznościowych: