Reprezentacja złotych medalistów z Monachium ’72. Źródło: Łączy nas piłka.

7 maja 1969 roku. Rotterdam. Reprezentacja Polski przegrywa z Holendrami po bramce w 89′ minucie meczu. Ta porażka zdecydowała o naszej nieobecności na mundialu w Meksyku. W listopadzie 1970 roku pracę stracił dotychczasowy selekcjoner, Ryszard Koncewicz. Mało kto spodziewał się, że jego następca wyniesie Polskę na piłkarski Olimp.

Kazimierz Górski piłką zajmował się jeszcze przed wojną. Karierę piłkarską zaczął w swoim rodzinnym Lwowie – od 1936 reprezentował barwy RKS-u. Zaliczył nawet występ w reprezentacji – w 1948 roku zagrał 34 minuty w przegranym 8:0 z Danią meczu towarzyskim. Od 1952 roku zajmował się już trenowaniem rezerw CWKS-u, czyli warszawskiej Legii.

Zanim rozpoczął pracę jako samodzielny selekcjoner, kilkukrotnie pełnił rolę asystenta. W 1970 Polski Związek Piłki Nożnej zaufał mu i powierzył najważniejsze stanowisko w polskiej piłce. Wkrótce decyzja ta miała okazać się jedną z najlepszych w dziejach PZPN-u.

Sarenka, jak nazywali go koledzy z boiska, na Igrzyska zabrał niemal zupełnie inny skład niż ten, który walczył w eliminacjach 3 lata wcześniej. Ten właśnie skład zaczął pisać piękny rozdział w historii rodzimego futbolu. Deyna. Lubański. Lato. Gadocha. Gorgoń. Nazwiska Orłów Górskiego będą przewijać się jeszcze przez długie lata. Legenda niektórych z nich pozostanie żywa nawet w dzisiejszych czasach.

Igrzyska w cieniu tragedii

Niewiele brakowało, by historia potoczyła się zupełnie inaczej. Przed najważniejszym dla nas starciem drugiej rundy z ZSRR w Monachium padły strzały. Czarny Wrzesień, palestyńska organizacja terrorystyczna, uderzył na wioskę olimpijską biorąc jako zakładników i zabijając kilku izraelskich sportowców. Pojawił się pomysł przerwania Igrzysk – od starożytności będących wszak świętem pokoju. Ostatecznie zawody kontynuowano, a Polacy pokonali Sowietów 2:1. Brama do finału stanęła otworem.

10 września 1972. Stadion Olimpijski w Monachium. Na przeciw kadry Górskiego stają Węgrzy. Nie była to co prawda złota jedenastka czasów Puskasa i Kocsisa, jednak Madziarzy zawsze stanowili twardy orzech do zgryzienia. Nie znaleźli się wszak w finale przypadkiem.

To właśnie Węgrzy otworzyli wynik meczu. Na niewiele im się to jednak zdało – w drugiej połowie Kazimierz Deyna dwukrotnie umieścił piłkę w ich siatce. Polacy zostali mistrzami olimpijskimi w piłce nożnej. Ekipa Górskiego osiągnęła pierwszy ze swoich dwóch wielkich sukcesów. Na kolejny czekaliśmy raptem dwa lata…

Droga po kolejny medal

Przy okazji każdego meczu z Anglikami ktoś na pewno wspomni remis na Wembley. Jest to mecz tak legendarny, jak porażka w finale na Maracanie dla Brazylijczyków. Z tym, że w przeciwieństwie do Maracany, Wembley zawsze będzie dla nas symbolem triumfu.

Eliminacje do mundialu w RFN nie zaczęły się dla nas optymistycznie – Polacy ponieśli porażkę w Cardiff, pozwalając Walijczykom ograć się 2:0. Kocioł czarownic jednak, jak nazywany jest Stadion Śląski, zawsze był polskim bastionem. To właśnie w Chorzowie zachowaliśmy dwa czyste konta, strzelając Anglikom dwie, a Walijczykom trzy bramki. Z czterema punktami (gdyż wówczas za zwycięstwo przydzielano dwa punkty) przyszło nam mierzyć się z Synami Albionu, którzy mieli na koncie trzy oczka. Mecz w Londynie miał zdecydować o wszystkim.

Choć to Anglicy musieli ten mecz wygrać, by awansować (Polakom wystarczył remis), to właśnie Orły strzeliły pierwszą bramkę – i to mimo szaleńczych ataków gospodarzy. Tak – Anglicy byli w tym meczu lepsi. Liczy się jednak wynik końcowy, a ten (1:1) premiował biało-czerwonych.

Angielska prasa pisała o końcu świata. Trener Alf Ramsey (jako piłkarz – mistrz świata z 1966 roku) stracił pracę. Polscy piłkarze napisali kolejny rozdział tej pięknej historii. Następny miał być jej największą ozdobą…

Piotr Szczepańczyk

Obserwuj nas w mediach społecznościowych: